6.40. Przystanek autobusowy. Ciemno.
Przestępując z nogi na nogę czekam na autobus. Jak zwykle nie mam odrobionej pracy domowej więc planuję w głowie co, od kogo i na której lekcji będę przepisywał.
Tu wypada podziękować mojej koleżance z klasy Justynie. Bez Ciebie dawno by mnie już z tej szkoły wywalili...
Nadjeżdża autobus. Wsiadam. Wszyscy niczym zombi śpią na stojąco, nie próbując nawet utrzymać równowagi bo jest taki ścisk, że nie trzeba. Słychać tylko stłumione, głuche dźwięki muzyki wydobywającej się ze słuchawek.
Od czasu do czasu można też usłyszeć jakąś rozmowę, najczęściej o tym jakie to były przypały na ostatnim melanżu. Więc jeżeli samemu nie ma się słuchawek trzeba słuchać cudownych historii, w których morał zawsze jest ten sam- napoje wyskokowe w nadmiernych ilościach powodują ich samoistny, niekontrolowany zwrot.
Zwykle wraz ze zbliżaniem się do ostatniego przystanka, którym jest metro, natężenie rozmów wzrasta. Aż w końcu o 7,30 kiedy wszyscy wysiadają jest już całkiem głośno a dziewczyny znów zaczynają być ładne.
Potem metro, do którego trzeba się wcisnąć. 10 minut i jestem na miejscu. Jeszcze 15 minut na piechotkę i przekręcam kluczyk w szkolnej szafce.
Tak właśnie wygląda moja codzienna podróż do szkoły. Lubię ją za to, że mogę spotkać wielu znajomych. Pogadać. Dowiedzieć się, że Karol chodzi z Nataszą, że Domin nie zdał z muzyki itd.
Wchodząc do ciasnego autobusu, chcąc nie chcąc zbliżamy się do siebie i nawiązujemy jakiś ,,żywy” kontakt. Bardzo to lubię. Lubię też obserwować obcych ludzi. Patrząc na nich staram się zgadywać jacy są, o czym myślą i co teraz czują. Gdy już sobie ich wymyślę, zdarza mi się do nich zagadać i zweryfikować moje domysły.
Na przykład ostatnio wracając za szkoły, usiadłem obok starszego pana w garniturku i z laseczką (do podpierania się), który pod nosem cały czas przeklinał. Stwierdziłem, że na pewno jest zrzędliwym nerwusem i klnie tak po prostu z przyzwyczajenia.
Gdy go ,,otworzyłem” okazało się, że to bardzo miły były śpiewak operowy, który jedzie na nagrania głosu i jest mega spóźniony. Wysiadaliśmy na tym samym przystanku. Żegnając się z nim znałem połowę historii jego życia. Natomiast on z mojej niewiele. Ludzie w rozmowach ze mną bardzo łatwo się otwierają, nie wiem dlaczego. Może po prostu dlatego, że jestem autentycznie mega ciekawy ich historii.
Komunikacja miejska i w ogóle podróże dają mnóstwo okazji do poznawania nowych ludzi, ich historii a przez to zdobywania doświadczenia. Ich doświadczenia...
Dziś na planie czytałem Edwarda Stachurę. On też uwielbiał podróżować i z każdej wyprawy wynosił coś nowego, fascynowal się drogą no i oczywiście spotykał fajne laski ;) Jego historia nie kończy się dobrze, bo kiedy pociąg ( jego ukochany środek transportu) urwał mu rękę, stracił sens życia i nie wtrzymał.. Ale jego poezja jest świetna.
Jakiś mądry koleś powiedział kiedyś, że podróże kształcą i chyba miał rację.
I nawet te codzienne do szkoły ;)
A TO FOTOSY Z SERIALU, KTÓRY WŁAŚNIE KOŃCZĘ KRĘCIĆ
" KREW Z KRWI" W REŻYSERII XAWEREGO ŻUŁAWSKIEGO
PRODUKCJA CANAL+
(serial kryminalny, więc się dzieje;)) ja jestem synem glównej bohaterki, którą gra Agata Kulesza)
i jeszcze mała mobilizacja SMS ik, kto nie wysłał (niedługo kończymy)
do jutra;))












